Pulchrum est bene facere… dr Ewa Korpysz

Ksiądz Mirosław. Mirek. Szef, ale też kolega ze studiów i przyjaciel. W małym Instytucie Historii Sztuki UW (dwie sale, jeden korytarz, 20 – 30 osób na roku) wszyscy się znali. Studia w latach 80. XX w. trwały 4,5 roku. Pamiętam, jak na wyczerpujących praktykach terenowych, trwających przez wiele dni od rana do późnego wieczora, Mirek codziennie przed zajęciami spieszył do kościoła na mszę o 6… Nie każdy wiedział o Jego powołaniu i równoległych studiach teologicznych. W 1987 roku zrobił magisterium z historii sztuki, trzy lata później otrzymał święcenia kapłańskie.

A potem było nasze seminarium doktorskie u tego samego promotora, profesora Mariusza Karpowicza i radość bardzo już bliskiego poznawania dzieła sztuki, radość doświadczania piękna stworzonego przez człowieka dla człowieka. Piękna, które wyzwala dobro. Ksiądz Mirek wspaniale łączył wrażliwość historyka sztuki z duchowością kapłana. Był dobrym człowiekiem i starał się to dobro w nas wlewać. To miało ogromną wagę. Chcieliśmy być blisko. W pracy, na wyjeździe… Organizowane przez Niego pielgrzymki dostarczały wyjątkowych przeżyć duchowych i estetycznych: czy to nocne czuwanie w Bazylice Grobu Pańskiego lub na Górze Tabor, Jordan, msza św. na szczycie Macherontu, czy wieczorna procesja w Fatimie lub barokowe theatrum sacrum w Krzeszowie… Na rekolekcje zawsze wybierał miejsca nie tylko obfitujące w sanktuaria i bogate w zabytki, ale także niezwykłe krajobrazowo (często to był Jego ukochany Dolny Śląsk). To była taka ewangelizacja poprzez piękno...

 

 

 

I wreszcie - wspólna praca w muzeum. Najpierw na Solcu, w klimatycznym, ale już za ciasnym budynku poklasztornym. Od 2015 na Dziekanii. A więc przeprowadzka, scontrum, urządzanie ekspozycji. Swoim dobrym słowem Ksiądz Mirek potrafił nas zachęcić, zjednoczyć we wspólnym wysiłku. Dzieliliśmy się radością z każdego odkrytego autora obrazu czy rzeźby, z identyfikacji ryciny graficznej. Muzealna codzienność nabierała szczególnych barw, kiedy otwierała się nowa wystawa. Ksiądz nie bał się wyzwań i sięgał po ważne tematy, czasem - zdawałoby się – ponad naszą miarę. Muzeum tętniło ludźmi, a Ksiądz Mirek dbał, by wszystko było dopięte na ostatni guzik.

Pięć lat i czterdzieści wystaw… I Willmann - najpiękniejsza z nich. Finis coronat opus. Nikt nie przypuszczał, że okaże się ostatnią w Jego życiu… A przecież już zaczął szykować następną, na biurku leżą papiery…

Ksiądz Mirek… Zawsze zabiegany, prawie nie rozstawał się z telefonem. A jednak mimo wielu obowiązków, znajdował czas, by wysłuchać, doradzić, pomóc.

Dzięki Ci za to Księże Mirku. Dzięki, że dane mi było z Tobą pracować. I za Chrzest Agatki i Basi. Dzięki za każde dobre słowo… Deum sequere.     

Ewa Korpysz

 

 

 

Muzeum Archidiecezji Warszawskiej 2016 © Treść serwisu prawnie chroniona